Fakir z Ipi, czyli o kobrze i zaklinaczu węży

fakir z ipiNowa powieść Marka Kochana to diagnoza badacza mediów, zaprezentowana w formie współczesnej przypowieści. Autor, żonglując motywami głośnych skandali obyczajowych i zbrodni ostatnich lat, pisze o tym, jak zaburzone jest funkcjonowanie współczesnych mediów i jak my, odbiorcy, bezmyślnie konsumujemy generowane przez redakcje treści.

Książka jest opowieścią o tajemniczym zaginięciu młodej dziewczyny, w które jakoś zaangażowany jest (na różnych etapach rozwoju fabuły w różny sposób) główny bohater powieści, Kwiatek. Kwiatek przez cały swój monolog, zajmujący lwią część książki, posługuje się kategorią incredibile verum et verisimile mendacium, a więc niewiarygodnej prawdy i prawdopodobnego kłamstwa – od pierwszego do ostatniego medialnego występu manipuluje, konfabuluje i kłamie, opowiadając coraz to nowe wersje wydarzeń związanych z zaginięciem dziewczyny i swoim w tym udziałem. Równocześnie przedstawia się telewizyjnej publiczności – opowiada swoją historię i relacjonuje przeżycia, jakich dostarcza mu tworzenie makabrycznego reality show.

 

 

Książkę Marka Kochana można czytać dwojako – jako, skądinąd zajmującą, fabułę o zbrodni, skonstruowaną wokół psychologicznego portretu makabrycznego bohatera, albo jako diagnozę kondycji współczesnych mediów. Zwłaszcza w tym drugim ujęciu to lektura niewygodna, trochę uwierająca i – miejmy nadzieję  burząca dobre samopoczucie sporej części twórców i odbiorców mediów. To rzecz już nie tyle o tabloidyzacji mediów, co o pewnej patologizacji życia społecznego, którego media (zwłaszcza telewizja) są ważnym, jeśli nie centralnym, elementem. Autor prezentuje mapę ułomności współczesnych mediów (telewizja, prasa, media społecznościowe), ale także destrukcyjny dla życia społecznego mechanizm generowania pustych newsów i rozbudowywania ich interpretacji. W pewnym momencie farsa medialna staje się ważniejsza niż dążenie do prawdy, widowisko ważniejsze od treści. Zagadką staje się sam bohater, a nie tajemnica zdarzenia. Forma tej książki odpowiada zresztą jej treści – konstrukcja fabularna odwzorowuje pokazywany proces medialny czy wręcz społeczny. Kolejne rozdziały, a więc kolejne odsłony opowieści głównego bohatera pokazują, jak – przy aprobacie publiczności  nakręca się spirala manipulacji, konfabulacji, ale też absurdu.

Na kolejnych stronach powieści śledzimy kluczowy dla całej opowieści mechanizm tworzenia gwiazd medialnych. Przyglądamy się antybohaterowi, którego prawo istnienia legitymizuje uwaga odbiorców. Telewizja go definiuje, formuje jego tożsamość, a on sam, celebrowany na antenie, czuje, że ma władzę zarówno nad medium, jak i jego odbiorcami ("To ja buduję tę historię, mam nad nią władzę, kontroluję wszystko"). Kwiatek jest uosobieniem negatywnych cech i zachowań, które powinny być społecznie potępiane, ale dzięki temu, że potrafi zaciekawić odbiorców swoją opowieścią, ci poświęcają mu swój czas i uwagę ("na profilu facebook.com/ lubiekwiatka jest już ponad czterdzieści pięć tysięcy lajków"; "miałem więcej okładek niż Breivik. Widocznie jestem ciekawszy. Mam więcej do powiedzenia"). W ten sposób niejako afirmują jego działania. Paradoksalnie nawet krytykujący go bloger potwierdza znaczenie i popularność Kwiatka – wszak dla medialnego istnienia najbardziej zabójcza, gorsza niż nienawiść, jest obojętność. Z każdym kolejnym odcinkiem odszukujemy choćby drobne usprawiedliwienia zachowania Kwiatka i z czasem potrafimy okazać współczucie lub przynajmniej pewne zrozumienie. Obojętniejemy na potworności opowiadane przez bohatera, koncentrujemy się na kolejnej odsłonie historii, którą snuje i mimowolnie pozwalamy na przekroczenie kolejnej granicy normy społecznej – przyzwoitości, dobrego smaku. Trochę tak jak z językową presupozycją – akceptujemy istotne założenie, w gruncie rzeczy w ogóle go nie zauważając.

Relację między wykreowanym przez media bohaterem a tymi właśnie mediami świetnie obrazuje zacytowana w książce anegdotyczna przypowieść o zaklinaczu węży i kobrze, których współzależność puentuje przypadkowy przechodzień: "kto ma zatem większą władzę: ty nad wężem, bo swoją muzyką sprawiasz, że on się rusza, czy wąż nad tobą, bo musisz grać, kiedy on chce tańczyć". W opisie Kochana widzimy taki rodzaj balansowania  z jednej strony mamy media, które tworzą bohatera od zera i teoretycznie sprawują nad nim kontrolę, z drugiej natomiast herosa, który w praktyce wywiera presję na mediach i mocno, niekoniecznie konstruktywnie, wpływa na generowane w nich treści.

Kochan posługuje się całą paletą zabiegów stylistycznych i kategorii estetycznych. Podobnie jak w poprzedniej powieści autora znajdziemy tu sporo fragmentów stylizacji na język potoczny, które dynamizują tekst i sprawiają, że wygodnie się go czyta ("Na nowo muszę odpowiedzieć sobie, kim jestem – dziś, w tej chwili. Z jakiej pozycji będę opowiadał. Z jakiego miejsca"). W usta wszystkich bohaterów pisarz wkłada klisze językowe ("co do polityki generalnie się nią nie interesuję", "miłość wszystko zwycięża", "nie interesuje mnie grzebanie w przeszłości"), które czasem pomagają właśnie w stylizacji, ale niekiedy budują też absurd sytuacyjny. Autor wprowadza też elementy groteski (jak choćby w opisie sytuacji, w której Kwiatek gotuje w programie śniadaniowym). Wreszcie za pomocą ironicznych minianaliz tworzy momentami satyrę, jak choćby tę – symboliczną i kluczową chyba dla całej powieści  satyrę na bezmyślną konsumpcję mediów: "Codziennie czytam gazetę, tę samą co wszyscy, i dowiaduję się z niej, jakie poglądy są słuszne, ogólnie podzielane, i ja oczywiście, aktem mojej suwerennej woli, przyjmuję te słuszne i nowoczesne poglądy jako własne, dokonuję jedynego właściwego wyboru, i to daje mi poczucie pełnego komfortu, radość z bycia częścią wielkiej wspólnoty ludzi mądrych, mających rację, myślących samodzielnie i nowocześnie. Oglądam również te same co wszyscy stacje telewizyjne, a w nich te najbardziej popularne programy informacyjne i publicystyczne, w których znajduję zresztą te same myśli i tych samych ludzi, co w gazecie ludzi mających słuszne poglądy, co jeszcze bardziej utwierdza mnie w poczuciu, że wiem, jakie poglądy są naprawdę słuszne, i cieszę się, że dokonałem właściwego wyboru, że dokonałem właściwego wyboru, że doszedłem sam do tego, co jest mądre i nowoczesne. Cenię też najbardziej cenionych publicystów, mających słuszne poglądy, i szanuję najbardziej szanowane autorytety, zwłaszcza moralne".

Pisarz sytuuje świat medialny jako organizujący ten rzeczywisty (vide choćby znaczący opis sceny zatrzymania Kwiatka pod budynkiem telewizji). Przez to granice między światem realnym a wirtualną kreacją rozmywają się i odbiorcy nie są w stanie odróżnić tych dwóch sfer. Relatywizują się normy społeczne i wartości, zaburza się hierarchia znaczeń. Jak mówi Kwiatek: "Świat dookoła jest płynny. My się w nim rozpuszczamy i też robimy się płynni, jak gęsta ciecz, jak żel. Przybieramy kształt naczynia, w którym się znajdujemy". To zatem książka o tym, jak media organizują nam życie publiczne, nie spełniając w żaden sposób postulatów doktryny społecznej odpowiedzialności. Idąc tropem teorii społecznego uczenia się agresji (pokazywanej tu co prawda częściej słowem niż obrazem), możemy powiedzieć, że dają rodzaj instytucjonalnego uprawomocnienia agresji czy w ogóle zła. Wreszcie można powiedzieć, że ta książka za pomocą literackich form wyrazu pokazuje dysfunkcje środków masowego przekazu, wylistowane dawno temu przez Lazarsfelda i Mertona:  dysfunkcję nadawania osobom i zjawiskom szczególnego statusu, który wynika bezpośrednio z obecności w mediach; dysfunkcję narkotyzującą, polegającą na uzależnieniu odbiorców od mediów i osłabieniu tym samym więzi społecznych; wreszcie dysfunkcję ustanawiania norm społecznych (w tym przypadku zredefiniowanych i zrelatywizowanych wobec tradycyjnych norm współżycia społecznego).

Powieść Marka Kochana to, można powiedzieć, rysunek ostrą kreską – niektóre elementy obrazka są pewnie przerysowane, bardziej kanciaste niż w rzeczywistości, niektóre lekko tylko naszkicowane i niedopowiedziane. Lektura jest tyleż niełatwa, co potrzebna – tym, którzy chętnie trawią jesienne i wiosenne ramówki, ale i tym, którzy myślą, że o tabloidyzacji mediów wiedzą już wszystko.

Marek Kochan, Fakir z Ipi, Zysk i S-ka, Warszawa 2013.