O debacie, której nie było

Debata FaktowTVN24 zaprasza na Debatę „Faktów” dotyczącą pakietu onkologicznego. Temat społecznie ważny, kontrowersyjny, problematyczny, więc warto o nim rozmawiać w piątkowym prime timie. Prowadzenie oddane w ręce Anity Werner. Format ciekawy, na pewno potrzebny, dający nadzieję na rzetelną, pogłębioną publicystykę. Na tym jednak dobre wieści się kończą. Jakość debaty pozostawia bowiem wiele do życzenia – przede wszystkim potencjalnym telewidzom-pacjentom, czyli co czwartemu Polakowi, który w swoim życiu zachoruje na raka i chciałby dowiedzieć się, jakie szanse daje mu wprowadzona właśnie reforma.
 
Debata 27 lutego zainaugurowała nowy format w TVN24. Odtąd takie programy będą emitowane raz w miesiącu, kolejny ma być poświęcony Rosji. Nadawca pozycjonuje debatę jako znaczące wydarzenie medialne: jest relacjonowane na bieżąco w portalu stacji, promowane wiele dni wcześniej w internecie i na antenie telewizyjnej. Do pierwszego programu wybrany zostaje ciekawy, ważny temat. Pakiet onkologiczny co prawda działa zaledwie od 7 tygodni, więc można dyskutować, czy nie za wcześnie na podsumowania, ale w porządku – przyjmijmy, że coś już można powiedzieć.
 
Program został podzielony na trzy części: najpierw rozmowa z osobami, które chorowały na nowotwór; następnie dyskusja z czworgiem lekarzy (lekarka rodzinna i trójka profesorów – specjalistów onkologów), a na koniec rozmowa one-to-one dziennikarki z ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem. Każda część poprzedzona jest materiałem filmowym, minireportażem o treści human story.
 
Część pierwsza: Jak się żyje z rakiem?*
Materiał filmowy (9,5 min.) otwierający pierwszą część debaty pokazuje historie dwóch pacjentów, którzy z podejrzeniem nowotworu przechodzą określone procedury medyczne. Widzimy rozmowy z bohaterami, krótkie wypowiedzi lekarzy, zdjęcia operacji. Nie słyszymy nic o opisie procedury, którą przechodzą (w pakiecie onkologicznym czy bez?), w jakim czasie, z jakim specjalistą. Z całości można wyciągnąć jeden, mało nowatorski wniosek: dobrze, że pacjent szybko znalazł się na stole, to znacząco zwiększa jego szanse.
 
Następnie dziennikarka rozmawia z dwójką gości, którzy chorowali na nowotwór: Barbarą Falandysz i Andrzejem Komorowskim. Rozmowa (15 min.) ma intymny charakter, dotyczy wyłącznie odczuć i opinii gości i prowadzącej. W tej części programu pada 11 pytań dziennikarki, 7 z nich to pytania o opinie, 4 – o informacje (ale specyficzne, cały czas w tonie rozmów o emocjach: np. co pan pomyślał, czy taka myśl pomogła etc.). Atmosferę rozmowy najlepiej oddają zresztą wybrane pytania prowadzącej: To jak się zmienia życie, jak się słyszy, że to rak? Co pan czuł, kiedy dowiedział się pan, że ma raka? Co pan sobie pomyślał wtedy, jak się pan dowiedział? A państwo kiedykolwiek myśleli o tym w ten sposób, że to jest coś, co każdego może spotkać, czy raczej myśleliście: nie, mnie to nie spotka. Reasumując – mija niemal pół godziny audycji poświęconej pakietowi onkologicznemu i nic o tym pakiecie jeszcze nie wiemy. 
 
Część druga: Jakie konkretne pytanie zadałby pan ministrowi zdrowia?
Drugą część debaty rozpoczyna materiał filmowy, złożony głównie z wypowiedzi lekarzy specjalistów (chirurgów, onkologów), którzy dzielą się refleksjami m.in. o tym, jak mówi się pacjentowi, że ma raka, jak pacjenci reagują na tę wiadomość etc. Oglądamy również wycinki rozmów z pacjentami i kilka interesujących danych (m.in. o zachorowalności na nowotwory w Polsce) odczytanych w offie.
 
Po reportażu dziennikarka zaprasza do rozmowy (22 min.): prof. Alicję Chybicką, prof. Jacka Jassema, prof. Wiesława Jędrzejczaka i lek. med. Joannę Zabielską-Cieciuch (lekarz medycyny rodzinnej, zrzeszona w Porozumieniu Zielonogórskim). Można powiedzieć, że ta część debaty jest najlepiej merytorycznie poprowadzoną spośród wszystkich – proporcja pytań o informację (16) do pytań o opinię (10) jest znacząca. Problem w tym, że tylko kilka pytań o informację otwiera istotne, merytoryczne wątki dyskusji (np. Pani profesor, czy ma pani jakieś uwagi do ewentualnej modyfikacji pakietu onkologicznego? lub To z czym, panie profesorze, ma pan największy problem?, Co w pierwszej kolejności by pan zmienił?), natomiast większość z nich ma na celu doprecyzowanie wypowiedzi gościa, która nie jest merytoryczną odpowiedzią na zadane pytanie. Słyszymy też kilka pytań niewnoszących wiele do dyskusji o przedmiocie sporu, jakim jest pakiet onkologiczny (np. Jakie by pan konkretne pytanie zadał pan ministrowi zdrowia, który będzie za chwilę w tym studiu moim gościem?) i zadanych nieodpowiedniemu adresatowi (Czy ma pan obawy, czy rzeczywiście tego finansowania starczy w ramach tego pakietu onkologicznego w takim systemie?). Co więcej – prowadząca nie reaguje w kluczowych momentach dyskusji, kiedy dochodzi do rozbieżności między opiniami gości w zasadniczych kwestiach: gdy np. prof. Jędrzejczak twierdzi, że zwoływanie konsylium specjalistów jest problematyczne i opóźnia leczenie, prof. Chybicka odpowiada, że w jej placówce jest to naturalne i nie stanowi problemu. Można wyobrazić sobie, że rolą dziennikarki byłoby w tym momencie określenie dlaczego dwaj eksperci tej samej specjalizacji mocno różnią się w tej sprawie – dlaczego w jednym szpitalu konsylia działają, a w innym nie? Ten wątek zostaje jednak porzucony i niewyjaśniony. 
 
Część trzecia: Co pan sobie myśli, jak pan to słyszy?
Ostatnią część debaty rozpoczyna materiał (8 min.) poświęcony systemowi leczenia nowotworów w Wielkiej Brytanii. Reportaż zawiera wypowiedzi ekspertów, lekarzy, chorych – w tym także Polaków, a całość spina klamrą human story wyleczonego Brytyjczyka). Po materiale dziennikarka rozpoczyna rozmowę (16 min.) z ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem, która zresztą zostaje przerwana jeszcze jednym, krótkim materiałem filmowym o pomyłkach w diagnozach lekarskich. Prowadząca zadaje ministrowi 9 pytań o informację (w tym powtórzenia) i 8 pytań o opinię – znowu, niewiele wnoszących wiedzy merytorycznej (np. Jedna z pacjentek powiedziała: „dziękuję, że tu się znalazłam z tą chorobą, czyli w Anglii”. Co pan sobie myśli, jak pan to słyszy, coś takiego? Lub Czy powiedziałby pan dzisiaj, że pakiet onkologiczny to pana sukces? Lub Czy wierzy pan, że takie opóźnione diagnozy się nie zdarzą albo że będzie się ich zdarzać mniej?). Co ciekawe, aż 17 interwencji dziennikarskich (czyli wejść w słowo gościa) nie ma charakteru pytań, tylko polemiki (najczęściej w nawiązaniu do słów poprzednich gości). Wiodącym modelem zadawania pytań jest przytaczanie opinii lekarzy i pacjentów i proszenie gościa o odnoszenie się do nich. W tym kontekście w pewnym momencie dyskusji dochodzi zresztą do dość kuriozalnej sytuacji: na słowa ministra, przytaczającego globalne statystyki na temat działania pakietu, dziennikarka odpowiada: Ja bardzo doceniam panie ministrze statystyki, ale ja bym bardziej chciała o realnych faktach i realnych spostrzeżeniach, które… Mamy więc wniosek, że pojedyncze opinie są istotniejsze niż dane statystyczne, dające jednak jakiś bardziej genralny ogląd sytuacji.
 

Czyli: co w pierwszej kolejności do naprawy?

Wydaje się, że po zaproponowanym przez TVN24 formacie można byłoby oczekiwać o wiele więcej. Po pierwsze, skoro to debata, to należałoby spodziewać się rozmowy co najmniej dwóch stron sporu. I owszem, mieliśmy kilka stron sporu, tyle że nie w jednym czasie i nie w rozmowie ze sobą. Po drugie, podejmujemy niezwykle skomplikowaną materię, na której niewiele osób się zna – dlatego tak znaczący jest brak na początku choćby skrótowej informacji, czym jest pakiet onkologiczny i jakie są jego najważniejsze założenia. Oczywiście mówiono o tym na przełomie roku, ministerstwo przeprowadziło nawet kampanię informacyjną, ale można z dość dużym prawdopodobieństwem założyć, że większość widowni w studiu i przed telewizorami właśnie po to postanowiła poświęcić półtorej godziny, żeby czegoś się o tym - skomplikowanym przecież - pakiecie dowiedzieć. 

W tym zdobywaniu wiedzy nie pomogła niestety forma większości pytań zadawanych gościom przez prowadzącą - w debacie, w której mamy dowiedzieć się, czy pakiet działa czy nie działa, poznajemy przede wszystkim uczucia i oceny gości. Też pewnie ważne, ubarwiające przekaz, tylko niewiele mówiące o merytoryce i logistyce funkcjonowania pakietu jako takiego. Ten aspekt debaty dobrze ilustruje zresztą sam jej początek. Prowadząca rzuca do gości pytanie Jak żyje się z rakiem?, zapada cisza, którą przerywa Barbara Falandysz słowami Ale pytanie! Bezradna dziennikarka odpowiada: Od czegoś trzeba zacząć…. Po obejrzeniu całości zasadne więc wydaje się pytanie: o czym w zasadzie jest ta debata? O chorowaniu na raka w Polsce? O motywowaniu się do pokonywania raka? Czy o pakiecie onkologicznym? 

Podobnie – w ustalaniu faktów o działaniu pakietu nie pomagała momentami nachalna wręcz emocjonalizacja przekazu (zarówno w materiałach filmowych, jak i pytaniach prowadzącej). Personifikowanie problemu i sprowadzanie go do pojedynczych pacjentów zamiast pewnego panoramicznego spojrzenia na sprawę zaburza rzetelny ogląd. Znowu - takie ujęcie może być poruszające i nawet część widzów ciekawić, ale niekoniecznie pomaga w analizie merytorycznego zagadnienia, jakim jest funkcjonowanie pakietu onkologicznego.

Takie sformatowanie audycji skutkowało jeszcze jednym, dość istotnym dla polskiej publicystyki w ogóle zjawiskiem: goście dość skutecznie, posiłkując się techniką pomostowania (bridging), przekierowywali dyskusję na wygodne dla siebie tory, unikali odpowiedzi na pytania, przekazywali treści istotne ze swojego, a nie widza punktu widzenia. Najsprawniej robił to, zdaje się, minister Arłukowicz, ale goście drugiej części debaty również w dużej mierze zdecydowali o treści rozmowy. Chwilami zresztą można było mieć wrażenie, że dziennikarka jest fragmentarycznie przygotowana do poprowadzenia programu. Najbardziej widoczne stało się to w momencie, gdy minister Arłukowicz zaprzeczył wypowiedzi prof. Jacka Jassema na temat prawa lekarza specjalisty do wystawiania tzw. zielonej karty. Profesor twierdził, że to niemożliwe, minister – że przeciwnie, specjalista również może kartę wystawić i jest to zapisane w ustawie. Dziennikarka niestety nie potrafiła jednoznacznie wskazać, kto ma rację – a przecież mówiono o (rzekomo?) jednym z najważniejszych zapisów ustawy, której dotyczyła debata.

I na razie stawiamy kropkę... 

Skutek takiej organizacji programu można wskazać najprościej w następujący sposób: w ciągu 76 minut audycji w dobrym czasie antenowym poruszono (fragmentarycznie i bez jednoznacznych rozstrzygnięć) jedynie trzy merytoryczne wątki działania pakietu onkologicznego: konsylia lekarskie, kontrowersje z wyceną procedur medycznych i problem "dwóch prędkości" dostępu do leczenia onkologicznego. Wszystko to w wiodącej stacji informacyjnej w Polsce, która wyznacza standardy nie tylko estetyczne, ale i merytoryczne przygotowywania programów newsowych i publicystycznych. Widzowie mają prawo – a wręcz obowiązek – oczekiwać w tej sytuacji najwyższej jakości informacji i komentarza.

Tymczasem brak tej jakości w opisywanej audycji jest wyjątkowo dojmujący: zachorowania na nowotwory to bardzo poważny problem społeczny, o którym powinniśmy w sposób pogłębiony, poważnie dyskutować. A tak, po niemal półtorej godziny, wiemy niewiele więcej oprócz tego, że konflikt ministra zdrowia z Porozumieniem Zielonogórskim trwa, a pacjenci chorują na raka i to jest bardzo smutne. Oczywiście można i tak, tylko chyba najpierw trzeba zadać sobie pytanie: czy jesteśmy poważną telewizją informacyjną czy też emitujemy melodramaty, opisywane tylko poważnym tonem?

---

* Śródtytuły stanowią cytaty z wypowiedzi prowadzącej debatę.

Screen: tvn24.pl

Na tym jednak dobre wieści się kończą. Jakość debaty pozostawia bowiem wiele do życzenia – przede wszystkim potencjalnym telewidzom-pacjentom, czyli co czwartemu Polakowi, który w swoim życiu zachoruje na raka i chciałby dowiedzieć się, jakie szanse dają mu wprowadzone właśnie rozwiązania systemowe.