Premier Kopacz: odsłona pierwsza

rzad

Ewa Kopacz przejmie oficjalnie funkcję Prezesa Rady Ministrów dopiero za kilka dni. Ale proces konstruowania nowego rządu to już czas, w którym marszałek Kopacz występuje w nowej roli i tak też można ją oceniać. Kilka powielanych w mediach wypowiedzi Ewy Kopacz z ostat-nich tygodni i z dzisiejszej prezentacji nowego gabinetu daje pewien asumpt do pierwszej oceny jakości komunikacji pani premier in spe.

Sporo komentarzy wywołało już miejsce prezentacji nowego gabinetu. To ważne wydarzenie zorganizowano nie w jednym z budynków rządowych, nie w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale w auli Politechniki Warszawskiej. To miejsce oczywiście charakterystyczne, z którym Platforma Obywatelska związana jest od lat. To tutaj odbyło się kilka konwencji partyjnych, tu kilka razy rozpoczynano i kończono kampanie wyborcze, tutaj wreszcie Donald Tusk odebrał wyróżnienie „Człowiek roku” tygodnika „Wprost”. Jak się wydaje, nowy rząd potrzebował szczególnej, pozytywnie kojarzącej się oprawy i stąd wybór auli.

Przyszła pani premier wystąpiła wyraźnie stremowana, co jest zrozumiałe i pewnie zmieni się, jak u Donalda Tuska, po kilkudziesięciu naturalnych, medialnych treningach po wtorkowych posiedzeniach rządu. Personalia nowych i nowych-starych ministrów były znane właściwie wcześniej, nie tylko dzięki przeciekom, ale w ostatniej godzinie przed konferencją prasową także dzięki nieuwadze organizatorów, którzy wcześniej, w obecności dziennikarzy, rozłożyli na podeście w auli kartki z nazwiskami prezentowanych ministrów.

Jeśli zaś chodzi o to, co ostatecznie najważniejsze, a więc treść komunikacji Ewy Kopacz, wydaje się, że jej opowieść o nowym gabinecie jest obudowana wokół czterech osi tematycznych. Osie te są równie istotne, ale nie wszystkie pomagają nowej premier budować korzystny wizerunek. 

Oś pierwsza: partia

Nie można mieć wątpliwości, że konstrukcja nowego rządu ma służyć Platformie Obywatelskiej. Niestety Ewa Kopacz powiedziała o tym wprost. 18 września stwierdziła: „Mój rząd będzie merytoryczny, pełen silnych osobowości i będzie spajał PO” – to zdanie, a właściwie jego ostatnia część, wywołało krytykę nie tylko opozycji, ale i sporej części komentatorów. Mimo tego przyszła premier powtórzyła tę motywację 19 września, podczas oficjalnej prezentacji nowego gabinetu: „Od początku chciałam stworzyć silny rząd, który daje gwarancję poparcia całej PO i odpowiedzialnego koalicjanta”. Wydaje się, że poparcie partii dla tworzonego przez nią rządu jest rzeczą naturalną, która w ogóle nie powinna podlegać dyskusji, ale jak się okazuje – nie w tym przypadku. Można zaryzykować stwierdzenie, że Ewa Kopacz uległa medialnej gorączce dyskutowania o jedności Platformy Obywatelskiej – o starciach poszczególnych frakcji, o partykularnych interesach liderów, o groźbie rozpadu – tak bardzo, że uznała za konieczne publicznie przekonać dziennikarzy i Polaków, że PO jest zgodną, jednolitą formacją. Podkreśliła to zresztą gestem na zakończenie konferencji, biorąc za rękę Cezarego Grabarczyka z jednej strony, a Grzegorza Schetynę z drugiej. W tej strategii przyszła premier nie uwzględniła tylko jednego – że w odbiorze Polaków jedność PO wcale nie musi być wartością kluczową i problemem najważniejszym. Wyborcy pewnie woleliby rząd, który jest budowany przede wszystkim w odniesieniu do potrzeb, wyzwań, zagrożeń kraju, a nie partii sprawującej władzę. Dlatego z perspektywy nowej premier lepiej byłoby budować wizerunek zjednoczonej formacji wspólną, efektywną pracą, a komunikować interesy kraju i narodu jako pierwszy i jedyny priorytet Rady Ministrów.

Oś druga: kobieta

Ważną zmienną dla nowej premier jest kwestia płci, podnoszona zresztą także chętnie przez media. Wydaje się, że Ewa Kopacz pozostaje w poczuciu konieczności tłumaczenia się, że jako kobieta dobrze poradzi sobie w roli szefa rządu. Duża część analiz medialnych stawiała tę sprawę jako kluczową lub przynajmniej jedną z ważniejszych w prognozach skuteczności nowego rządu, a to wydaje się niepotrzebne. Ostatecznie kompetencje i osiągnięcia, a nie płeć powinny być przecież podstawą prognozowania jakości pracy rządu. Szkopuł w tym, że Ewa Kopacz sama komentuje ten wymiar swojej pracy – w szeroko cytowanej wypowiedzi z 15 września stwierdziła: „Domy, którymi rządzą kobiety, wychodzą na tym dobrze”. Chwalebna i w większości przypadków pewnie nawet prawdziwa zasada, tyle że niewłaściwie – niekorzystnie dla samej Ewy Kopacz ramująca odbiór jej pracy w charakterze szefa rządu. To samo ujęcie przyszła premier zaprezentowała podczas wystąpienia w auli Politechniki Warszawskiej: zapytana o strategię działania wobec konfliktu ukraińskiego, odpowiedziała posiłkując się nieco przegadaną metaforą – opowieścią o tym, jak odmiennie na napastnika na ulicy reagują kobieta i mężczyzna. W skrócie mówiąc: kobieta zamyka dom i chroni swoje dzieci, a mężczyzna szuka zaczepki. „Wie pan, ja jestem kobietą. (…) Polska powinna zachowywać się jak polska, rozsądna kobieta. Nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom, nasze dzieci są najważniejsze”. Znowu: pozytywna, obrazowa metafora, ale byłaby lepsza, gdyby miała oddawać np. pragmatyzm, rozwagę, a nie kobiecość.

Kwestia kobiet u władzy pojawiła się także explicite podczas prezentacji Teresy Piotrowskiej, kontrowersyjnej w oczach mediów kandydatki na stanowisko ministra spraw wewnętrznych, Ewa Kopacz powiedziała: „znam ją, potrafi rządzić twardą ręką; zauważyliście, że dzisiaj w Europie resorty siłowe często przypisywane są kobietom; Teresa Piotrowska to nasza silna kobieta, da radę”. W tym przypadku odniesienie do płci jest już bardziej uzasadnione – kandydatura Teresy Piotrowskiej była oceniana jako słaba nie tylko ze względu na niewielkie doświadczenie kandydatki, ale także ze względu na sam pomysł powierzenia resortu siłowego kobiecie. Obiektywizacja, czyli przykład z innymi europejskimi rządami, jakim posłużyła się Ewa Kopacz, to oczywiście dosyć sprawny argument, tyle że de facto argument w złej sprawie (powtórzę: nie płeć, a kompetencje winny być przedmiotem jakiejkolwiek dyskusji). Samo odnoszenie się do płci w dłuższej perspektywie może być dla nowej premier problematyczne, dlatego Ewa Kopacz – przynajmniej sama – nie powinna kwestii płci komunikować jako uzasadnienia dla podejmowanych przez nią decyzji.

Przyszła premier zwróciła też uwagę, że w jej rządzie jest więcej kobiet niż w gabinecie jej poprzednika. To dobra wiadomość dla Polski i dla kobiet –pod warunkiem oczywiście, że nowe panie minister okażą się sprawnymi, kompetentnymi liderkami i pokażą za rok konkretne efekty swojej pracy.

Oś trzecia: merytoryka

18 września Ewa Kopacz zapowiedziała: „Mój rząd będzie merytoryczny, pełen silnych osobowości i będzie spajał PO”. Podczas prezentacji gabinetu 19 września ostrzegła swoich przyszłych ministrów: „Będę ostrym recenzentem i uważnym obserwatorem waszych działań”. Wyraźnie więc wprowadza merytorykę jako cechę konstytutywną prowadzonej przez nią rady ministrów. O tej cesze Ewa Kopacz mówiła zresztą często w auli Politechniki w kontekście poszczególnych ministrów-elektów. O Tomaszu Siemoniaku: „chcę, żeby był jednym z moich najbliższych współpracowników, nie tylko z tego powodu, że obecne czasy wymagają silnej armii, ale z uwagi na jego kwalifikacje i osobowość". O Lenie Kolarskiej-Bobińskiej: „od początku szukałam osób merytorycznych, to jest ta osoba, której szukałam od dawna, silna merytorycznie; ze swoją wiedzą, doświadczeniem i spojrzeniem na świat dobrze przysłuży się polskiej nauce”. O Grzegorzu Schetynie: „jest merytoryczny, to silna osobowość”. Przy okazji wyraźnie widać, że na równi, a nawet w pewnym powiązaniu z merytoryką, przyszła premier stawia czynnik „osobowości” („silnej osobowości” lub „siły”). Można założyć, że to realizacja założonej strategii: prezentować nowy rząd jako gabinet mocnych ekspertów, którzy niejako dociążają kwestionowaną przez wielu siłę pani premier.

Oś czwarta: emocje

Prezentując Joannę Kluzik-Rostkowską Ewa Kopacz podkreśliła: „pewnie was zaskoczę, ale to jest połączenie profesjonalizmu i otwartego serca; polska edukacja od dawna nie była w tak dobrych rękach”. Ta wypowiedź łączy opisaną wyżej oś merytoryki z kolejną ważną – a podczas konferencji prasowej chyba najważniejszą – osią emocji, czyli uwypuklania ludzkiego, pozytywnego wymiaru ministrów. I tak Władysław Kosiniak-Kamysz jest „pełen dobrych pomysłów, młody, energiczny”. Mateusz Szczurek to „zdolny, młody makroekonomista, strażnik naszych polskich, jakże cennych finansów publicznych,(…) bardzo odpowiedzialny, każdą decyzję, którą podejmuje, bardzo starannie rozważa, nie śpi po nocach”. I wreszcie „wielki przyjaciel, ale też człowiek, o którym mogłabym powiedzieć, że kocha ludzi, jest przyzwoity i bardzo szanuje prawo – Czarek Grabarczyk”. Innymi słowy, członkowie przyszłego gabinetu Ewy Kopacz to porządni, godni szacunku i ciepli, sympatyczni ludzie, którzy „bardzo dobrze wiedzą, że ich codzienna praca jest wyjątkową służbą dla Polaków”.

Dodatkowo, mówiąc o swoich wyborach, Ewa Kopacz używała czasowników, które konotują pozytywne emocje:  „ja mu zaufałam” „wierzę, że sprosta”, „da radę”. Takie sformułowania jeszcze wzmocniły ten emocjonalny wymiar prezentacji.

Co dalej?

Przyszła premier odroczyła konieczność mówienia o kwestiach programowych do dnia wygłoszenia expose. Prezentując ministrów przemyciła co prawda jakieś elementy programowe, ale póki co tylko na poziomie ogólnych haseł.

Jedyny pewnik, o jakim Ewa Kopacz mówi od kilku dni, to walka o zaufanie Polaków. „Najtrudniejsze zadanie przede mną to przekonać do nowego rządu Polki i Polaków. Są tacy, którzy twierdzą, że to trudne zadanie. Ja wiem, ale się go podjęłam” przyznała 15 września i potwierdziła to 4 dni później: „Najtrudniejszym, najważniejszym zadaniem będzie odbudowanie zaufania Polek i Polaków. Jest to możliwe pod jednym warunkiem – że będziemy wymagać od siebie więcej niż wymagają od nas inni”. To ważne i w dużej mierze prawdziwe, ale zupełnie niepotrzebnie komunikowane wyzwanie nowego rządu. Owszem, Platforma ma za sobą aferę podsłuchową, niespełnione obietnice wyborcze, likwidację OFE, ale akurat w ostatnich tygodniach zanotowała przecież spektakularne sukcesy personalne na forum UE, zapowiedziała wreszcie pożądane przez wszystkich reformy (pomoc dla rodzin wielodzietnych, emerytów i rencistów), a poparcie wskazywane w sondażach sinusoidalnie, ale jednak, utrzymuje wysokie. W tej sytuacji stosowanie presupozycji, że w ogóle trzeba odzyskiwać zaufanie Polaków, daje Ewie Kopacz gorszą pozycję startową. Gdyby zamiast tego przyszła premier powiedziała o płynnym przejęciu rządu, dobrym administrowaniu przez kolejny rok i przeprowadzeniu kilku ważnych dla Polaków projektów legislacyjnych i gospodarczych, byłoby lepiej – uniknęłaby negatywnego kontekstu, który wywołuje zdanie o odbudowaniu zaufania Polaków.

W tej sytuacji ciekawie zapowiada się planowane na 1 października expose Ewy Kopacz. Wedle medialnych przecieków w jego przygotowaniu ma pomóc doradca komunikacyjny premiera Tuska Igor Ostachowicz, którego pani marszałek bez skutku próbowała przekonać do pozostania w KPRM. Najbliższe miesiące pokażą pewnie zatem nie tylko zdolności komunikacyjne nowej pani premier, ale także – a może przede wszystkim – umiejętności jej zaplecza.

---

Zdjęcie: R. Pietruszka/PAP