Personalizacja, intymizacja i celebrytyzacja wojny

siec-kryzysSieć sprawia, że nie trzeba już czekać na legendy, książki czy filmy, by poznać bohaterów i łotrów. Informacje, niekiedy osobiste czy nawet intymne, na ich temat docierają do odbiorców w czasie rzeczywistym. 

Gwiazdą Internetu stał się bojownik o pseudonimie „Motorola”. Polscy czytelnicy mogą znać „Motorolę” z klipu wideo, w którym grozi Polsce ostrzelaniem z „Gradów” za zakaz przelotu rosyjskiego ministra obrony przez naszą przestrzeń powietrzną. Nieprzerwana ekspozycja medialna zmienia walczących w celebrytów. Ślub „Motoroli”, niczym wesele Clooney’a, stał się tematem artykułu w „New York Timesie”. Zdarzenia nie pominęły także ukraińskie media, zgryźliwie zauważając, że „Motorola” ma już żonę i dziecko w Rosji. Tę ostatnią informację miały zresztą uzyskać z jego własnego profilu w portalu Vkontakte. 

Celebryci wojny podobnie jak ich odpowiedniki czasów pokoju tracą kontrolę nad własnym wizerunkiem. Do Internetu wypłynęła kolekcja zdjęć Igora Girkina vel Strelkowa, ministra obrony Donieckiej Republiki Narodowej, z jego rozlicznych zabaw w wojennego rekonstruktora. Dało to motywację i materiał do tworzenia memów wyśmiewających groźnego komendanta. Sam Girkin stał się nie tylko inspiracją dla producentów żołnierzyków, ale również dla twórców gejowskiego porno.  

Celebrytyzacja była także udziałem żołnierzy ukraińskich. Semen Semenczenko zdobył sławę nie tylko dzięki dowodzeniu ochotniczym batalionem Donbas, ale także dzięki wpisom na Facebooku w trakcie okrążenia jego jednostki w Iłowajsku. Semenczenko nie tylko opisywał w nich sytuację batalionu, ale także żądał wsparcia od szefa sztabu armii (sic!). Gdy obiecane przez dowództwo wsparcie nie nadeszło, Semenczenko wzywał do demonstracji w Kijowie. Ważnym wydarzeniem medialnym było upublicznienie jego wizerunku, które nastąpiło już po wydarzeniach w Iłowajsku. Semenczenko występował bowiem do tej pory nie tylko pod pseudonimem (niczym Kmicic–Babinicz), ale także w balaklawie. Podobnie jak wielu innych celebrytów Semenczenko konwertuje swoją sławę na kapitał polityczny i startuje w wyborach do ukraińskiego parlamentu. 

Oddolne wytwarzanie informacji

Podobnie jak wolne oprogramowanie, tak i wojna w wolnym dostępie jest możliwa dzięki oddolnym działaniom tysięcy internautów. To anonimowi mieszkańcy Donbasu dostarczyli open source’owemu wywiadowi materiały pozwalające zidentyfikować trasę i miejsce wystrzału Buka, który zestrzelił malezyjskiego Boeinga. „Selfie” rosyjskich żołnierzy, którzy zapomnieli wyłączyć geolokalizację stało się dowodem na udział Rosji w konflikcie co najmniej równie istotnym, jak zdjęcia amerykańskich satelitów. Podobnie jak zdjęcia rosyjskich transporterów opancerzonych przekraczających granicę z Ukrainą zamieszczone na profilu rosyjskiego celnika. Podejrzenia co do udziału pskowskiej dywizji powietrzno–desantowej w konflikcie zaczęły się od momentu, gdy grupa jej żołnierzy przestała aktualizować swoje profile na Vkontakte itd. itp. 

Organizacje wojskowe i państwowe próbują oczywiście ograniczać proceder mimowolnej produkcji potencjalnie wartościowych wywiadowczo informacji. W rosyjskiej Dumie pojawiły się już pomysły zakazania żołnierzom posiadania profili w serwisach społecznościowych. Te próby przypominają jednak zawracanie rzeki łyżką. Generałowie będą musieli nauczyć się toczyć swoje tajne wojny w świecie serwisów społecznościowych, youtube’a, instagramu i twittera.

Asymetryczna wojna telewizji z Internetem

Ostatnim zjawiskiem, na które chcę zwrócić uwagę jest słabość telewizji jako medium informacyjnego. Wystarczy porównać zawartość przekazu polskich dwudziestoczterogodzinnych kanałów informacyjnych z prostym narzędziem jakim jest www.liveuamap.com. Strona zbiera informacje z twittera i lokalizuje je na interaktywnej mapie konfliktu. Jeden krótki rzut oka dostarcza więcej wiedzy na temat aktualnej sytuacji niż całe wydanie serwisu informacyjnego. Telewizja dostarcza kontekstu emocjonalnego, komentarzy, ale na poziomie czystej informacji przegrywa z dobrze skonstruowanym feedem twittera połączonym z prostą wizualizacją. Informacyjna „pojemność” telewizji jest relatywnie niewielka. Parafrazując koncepcję low information voters Popkina, można powiedzieć, że telewizja, nawet dwudziestoczterogodzinny kanał informacyjny jest medium dla odbiorców „niskiego poziomu informacji”. Media internetowe mają natomiast potencjał dostarczania dużej ilości pogłębionej informacji, w krótkim czasie. Problem polega na tym, że znalezienie wartościowej informacji na wielkim śmietniku jakim jest Internet wymaga czasu, zasobów poznawczych i kompetencji jakimi dysponuje niewielka grupa odbiorców. Płytka informacja okraszona silną emocją dostarczana jest wielkiej rzeszy telewidzów podczas gdy pogłębioną informację uzyskuje niewielka grupa internautów.

Co dalej? 

Rezultat konfliktu sieci z maszyną na Ukrainie jest niejednoznaczny. W starciach zbrojnych na razie zwycięża nie tyle sieciowość „separatystów” i skuteczność hybrydowych taktyk, co bezpośrednia interwencja elementów rosyjskiej machiny wojennej. 
Na poziomie komunikacyjnym widać argumenty zarówno dla technologicznych optymistów, jak i krytyków Internetu. Z jednej strony sieć umożliwia uzyskiwanie niefiltrowanych i nieramowanych przez wielkie organizacje medialne i państwowe informacji. Kontrola agendy i ram typowa dla czasów konfliktu falklandzkiego czy pierwszej wojny w Zatoce jest przeszłością. Szeregowi internauci z odpowiednimi kompetencjami, gotowi zainwestować czas i uwagę mogą dziś uzyskać dostęp do informacji i wiedzy, który wcześniej był udziałem wąskiej elity decyzyjnej organizacji medialnych i państwowych.
Z drugiej strony sieć staje się nową sferą manipulacji i kontroli. Brak „odźwiernych” i typowe dla sieci spłaszczenie hierarchii czyni z niej doskonałe pole wojny psychologicznej. Anonimowość źródeł i wirusowość komunikacji pozwalają na posługiwanie się czarną propagandą na nowe sposoby. Wszystko to wraz z malejącym zaufaniem do polityków i dziennikarzy i rosnącym lenistwem poznawczym użytkowników Internetu nie powinno napawać optymizmem nikogo poza specami od tzw. psyops. 

Facebook Slider
Facebook Slider

Facebook Slider