Żółw na giełdzie

ZolwKażda osoba rozpoczynająca przygodę z rynkiem kapitałowym bardzo szybko dochodzi do wniosku, że tak naprawdę nieustannie zadaje sobie te same pytania: kiedy zająć pozycję na określonych walorach (tzn. zakupić akcje danej spółki)? Po jakiej cenie? Jak dużą pozycję zająć (tzn. jak dużo kupić akcji danej spółki)? Względem danego cyklu, trendu, ale także wielkości portfela, którym dysponujemy? Kiedy akcje dokupować, a kiedy się ich pozbyć (nawet jeśli miałoby to oznaczać stratę)? Wreszcie jak typować spółki, w które chcielibyśmy zainwestować? Takie pytania permanentnie krążą po głowie każdemu inwestorowi. Każdy z nich szuka odpowiedzi, które pozwolą mu zarabiać. Każdy pracuje nad „własnym, autorskim systemem inwestowania”. Dlaczego?

Ci, którzy dłużej inwestują na giełdzie, szybko dochodzą do wniosku, że inwestując bez żadnego planu – owego legendarnego systemu – bardzo często poddają się emocjom, podejmują nieracjonalne decyzje, przeczące faktom, pod wpływem chwili, humoru, pogody czy Bóg jeden wie jakiego jeszcze irrelewantnego czynnika.

Wzmacnia to wśród inwestorów przekonanie o słuszności założeń ekonomii behawioralnej, u której podstaw leżą właśnie błędy poznawcze, różnego rodzaju efekty psychologiczne, emocje, wreszcie wstydliwy „dogmat niekonsekwencji”, tzn. że każdy z nas – inwestorów – mówi i pisze o konsekwencji, konieczności przestrzegania wytyczonych zasad, jednak kiedy przychodzi co do czego, intuicja jest w stanie zaburzyć nasz osąd i pchnąć nas do działań, określonych decyzji na rynku kapitałowym, których później żałujemy – odnotowując stratę czy też – co boli nawet bardziej – nieodnotowując należnego nam zysku, który przecież przewidzieliśmy (!). To wszystko sprawia, że poszukiwanie autorskiego systemu inwestowania na rynkach kapitałowych jest tak naprawdę kluczowym zadaniem – wręcz wyzwaniem – jakie stoi przed każdym inwestorem, zarówno tym początkującym (zaczynającym od zera), jak i doświadczonym, który nieustannie musi baczyć, czy przyjęte założenia w jego systemie inwestowania nie zdezaktualizowały się, czy też może nie należy wprowadzić korekt, które pozwolą osiągać jeszcze lepszą stopę zwrotu z zainwestowanego kapitału, czy też po prostu nie tracić tyle ile inni, kiedy na rynku „leje się krew” (intensywna wyprzedaż, załamanie indeksów, przerwanie wielu linii wsparcia w tym samym momencie – o liniach wsparcia i oporu napiszę kiedy indziej).

Stworzenie systemu inwestowania powinno być zatem głównym celem – dopiero za nim skrywa się ten związany z zarabianiem. To system jest w stanie odpowiedzieć nam na pytanie, dlaczego zarobiliśmy albo dlaczego straciliśmy pieniądze na rynku. W innym wypadku nawet imponujący zysk osiągnięty w danym roku – bez żadnego systemu inwestowania, bazujący na intuicji, przekonaniach, luźnym obserwowaniu rynku – będzie niczym innym jak szczęściem, fartem, przypadkiem, niemal niczym nieróżniącym się od hazardu. Nie o to zaś chodzi w inwestowaniu. Należy wiedzieć dlaczego się zarobiło, tak samo jak rozumieć dlaczego odnotowaliśmy stratę. Do profesjonalnego inwestowania niezbędny jest system.

W tym kontekście bardzo ciekawą i pouczającą pozycją jest książka Curtisa M. Faitha pt. Droga Żółwia. Sekretne metody, dzięki którym zwykli ludzie stali się legendarnymi traderami, wydana w połowie tego roku nakładem wydawnictwa finansowego Linia. Z pochlebnej notki Piotra Franszczuka – risk managera, dyrektora Departamentu Kontroli Ryzyka PKO TFI SA – umieszczonej na czwartej stronie okładki, dowiadujemy się, że rzeczona książka to „inspirujący wykład o metodyce budowy i oceny wyników systemów spekulacyjnych oraz psychologii inwestowania. Tłem wykładu jest opis słynnego eksperymentu Richarda Dennisa i Williama Eckhardta, którego uczestnikiem był autor książki [sam o sobie pisze w książce „Żółw, rocznik 1983” – T.G.]. Co prawda eksperyment ten nie dowiódł niezbicie, że każdego można nauczyć spekulacji, ale za to pokazał, że sprawdzony system w rękach ludzi o odpowiednich predyspozycjach pozwala wygrać z ryzykiem. I że nie jest to wygrana przypadkowa”. Ta celna notka wprowadza nas w istotę tej godnej polecenia książki, świeżo co wydanej na polskim rynku (Po raz pierwszy praca została wydana nakładem wydawnictwa McGraw-Hill w 2007 r. pt. Way of the Turtle. The Secret Methods that Turned Ordinary People into Legendary Traders).

Curtis M. Faith, będąc dziewiętnastolatkiem, stał się – obok kilkunastu innych osób, grupy tzw. Żółwi z roku 1983 – poniekąd „przedmiotem” zakładu dwóch przyjaciół, legendarnych inwestorów – Richarda Dennisa i Williama Eckhardta. Otóż nie byli oni zgodni co do faktu, czy bycia dobrym traderem można się wyuczyć (od zera), czy też trzeba się „takim” urodzić. Dennis uważał, że z każdego można zrobić wielkiego tradera, Eckhardt wręcz przeciwnie. Twierdził, że jest to umiejętność wrodzona, a nie nabyta. Postanowili rozstrzygnąć ten spór poprzez zakład. Zamieścili informacje w prasie („Wall Street Journal”, „Barron’s” i „New York Times”), że Dennis – znany już wtedy inwestor – poszukuje osób, które chcą zostać jego uczniami. W ogłoszeniu obiecano, że nauczy on ich swoich metod spekulacji, każdej z nich powierzając rachunek inwestycyjny zasilony milionem dolarów (sic!). Wśród wytypowanych osób znalazł się także Curtis M. Faith. Wszystko – zgodnie z pewnymi zastrzeżeniami autora omawianej książki odnośnie do tego, kogo wybrano do szkolenia – wskazuje jednak na to, że to Dennis wygrał zakład. Jego kapitalny system spekulacji na kontraktach połączony z żelazną, niczym niezaburzoną konsekwencją w jego realizowaniu, przyniósł onieśmielające wyniki. Curtis pisze: „Kiedy sukces jego wychowanków stał się wśród spekulantów legendą, uczniów Dennisa, do których należałem i jak, zaczęto nazywać Żółwiami. Przez cztery i pół roku Żółwie uzyskali przeciętną stopę zwrotu na poziomie 80 proc. Rocznie. Skąd jednak się wzięła nazwa naszej grupy?  Związana jest ona z miejscem, w którym prowadzony od dłuższego czasu spór przybrał ostrzejszą postać – farmą hodowli żółwi w Singapurze. Dennis miał wówczas powiedzieć [do przyjaciela Eckhardta – T.G.]: »Zobaczysz, że będziemy hodować traderów tak jak tu, w Singapurze, hoduje się żółwie«” (s. XXIX).

Książka jest po trosze biografią zawodową tradera wywodzącego się z grona legendarnych Żółwi (najlepszego wśród nich, jak można się przekonać w kilku miejscach, autor nie grzeszy bowiem fałszywą skromnością), z drugiej zaś strony jest przewodnikiem po systemie spekulacji Richarda Dennisa i Williama Eckhardta. Zwłaszcza to drugie oblicze może być ciekawe dla traderów, choć wątki związane z osobowością Faitha również są niezwykle ważne, gdyż dotykają tego, jakimi cechami powinien się legitymować skuteczny inwestor – w szczególności trader.

Trzeba odnotować fakt, że doświadczenia Żółwi z rynkiem terminowym sięgają lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (telefony i spoceni panowie w spodniach z szelkami biegający nerwowo po giełdowym parkiecie), a więc rzeczywistości, która w sposób istotny różni się do tego, co możemy zaobserwować dzisiaj na zglobalizowanych rynkach kapitałowych zarządzanych dzięki Internetowi. Faith słusznie zauważa: „Pamiętajmy, że kiedy w tej książce mówię o traderach zawierających transakcje na parkiecie, może to nie odpowiadać obrazowi wielu współczesnych rynków. Nie zmieniają się jednak gracze i ich sposoby działania. Nieudana transakcja boli równie mocno, niezależnie od tego, czy zawiera się ją elektronicznie, czy zleca się telefonicznie brokerowi, a sama transakcja jest zawierana na parkiecie. Traderzy zawierający transakcje zabezpieczające [ang. heder – trader pracujący w dziale zarządzania ryzykiem, którego zadaniem jest eliminowanie ryzyka cenowego związanego ze zmianami kursów walut poprzez zawieranie transakcji zabezpieczających przed tym ryzykiem – T.G.], zdzieracze skalpów [ang. scalper – trader działający na parkiecie, który specjalizuje się w ryzyku płynności i dąży do szybkiego zawarcia dwóch przeciwstawnych transakcji, mając nadzieję na zysk wynikający z widełek cenowych – T.G.] i spekulanci czają się teraz za ekranem, gotowi pożreć cię żywcem, jeśli tylko im na to pozwolisz” (s. 9).

Nie można również zapomnieć, że książka w znacznej części i w swojej głównej wymowie odnosi się do traderów rynku terminowego, a więc tych, którzy obracają kontraktami (ang. futures) na bardzo wiele rzeczy – od surowców po najróżniejsze produkty żywnościowe. Należy podkreślić, że obrót instrumentami pochodnymi, funkcjonującymi dzięki „dźwigni” (ang. leverage), niesie ze sobą spore ryzyko, przez co w jednym cyklu może uczynić nas milionerami, po to, aby podczas „tąpnięcia rynków” w kilka dni pozbawić nas wszystkiego. Między innymi z tego powodu w znacznie mniejszym stopniu będę poświęcał uwagę rynkowi terminowemu. Bardziej interesuje mnie rynek akcji, gdzie mechanizm „dźwigni” – niezwykle nęcący, ale jeszcze bardziej niebezpieczny – nie obowiązuje.

Podsumowując, to, co przede wszystkim warto wynieść z lektury tej ciekawej i godnej polecenia książki, to postawa i umiejętność zarządzania ryzykiem. Wreszcie – konsekwencja w realizowaniu celów oraz żelazne praktykowanie przyjętego systemu inwestowania – cokolwiek by się działo. Dosłownie: cokolwiek! Trzeba jednak pamiętać, że inwestowanie na rynku terminowym jest tak naprawdę inwestowaniem na rynku globalnym, na którym kupowanie akcji jest szczególnie obarczone ryzykiem np. geopolitycznym, tak dobrze widocznym w ostatnich miesiącach w związku z wydarzeniami na Ukrainie. W przypadku rynków terminowych tego typu ryzyko jest rozkładane, spłaszczane przez globalną gospodarkę. Dlatego też zasada żelaznego trzymania się systemu – bez względu na to, co dzieje się na rynku – przy inwestowaniu tylko na GPW jest również ryzykowna. Trzeba jednak pamiętać, że ryzyko maleje – w sposób istotny – w czasach względnej stabilizacji geopolitycznej. Wtedy przede wszystkim dochodzą do głosu cykle i trendy, w których znajdują się interesujące nas walory. Kiedy zaś pierwsze skrzypce na rynku kapitałowym zaczyna odgrywać wprost polityka – np. wspomniane kwestie geopolityczne – trudno oczekiwać racjonalnego funkcjonowania rynku, a tym samym przyjętego systemu inwestowania. W sytuacjach nadzwyczajnych, nieprzewidywalnych – a taki charakter mają właśnie wydarzenia polityczne – trudno spodziewać się oczekiwanej stopy efektywności nawet od najlepszego systemu inwestowania. Jednakże, jak powiadam, gdybym pisał niniejszy post rok temu – nie mając świadomości wydarzeń majdańskich oraz konfliktu zbrojnego na wschodzie Ukrainy – z pewnością zgadzałbym się z Curtisem M. Faithem, że należy bezwzględnie trzymać się przyjętego systemu inwestowania. Cokolwiek by się działo. Dzisiaj jednak należy dodać, iż to „cokolwiek” dotyczy przede wszystkim sytuacji ekonomicznej, finansowej (oczywiście ta nie jest jednoznacznie obojętna względem polityki, jednak tam gdzie to politycy zaczynają wprost rozdawać karty, tam znikają inwestorzy, a kapitał zwyczajnie przepływa w bezpieczniejsze, innymi słowy: bardziej wolnorynkowe miejsca na świecie), a nie geopolitycznej, kiedy np. cały region może być zagrożony konfrontacją militarną.

Powyższe zastrzeżenia w znacznej mierze mają charakter adaptacyjny, tzn. próbują zderzyć słuszne – a czasem wręcz błyskotliwe – porady Curtisa M. Faitha z teraźniejszością rynków kapitałowych, w szczególności z warszawską GPW. To, czemu warto się przyjrzeć w książce Faitha, to w szczególności wspomniany już sposób zarządzania ryzykiem przez Żółwi – w jaki sposób zajmować pozycję, kiedy ją zajmować, jak nią zarządzać, kiedy z niej rezygnować, wreszcie – jak duża powinna ona być na początku? Kiedy ją powiększamy, a kiedy z niej wychodzimy – jak asekurujemy potencjalne zyski? Te wszystkie pytania w znacznej mierze dotyczą tego, co od czasów J. Wellesa Wildera nazywamy ATR – ang. Average True Range – czyli średnią rzeczywistego zasięgu (O ATR można poczytać m.in. na blogu inwestor.blox.pl). Na bazie ATR Dennis i Eckhardt stworzyli legendarny mnożnik N, który był kluczowym narzędziem do zajmowania oraz określania wielkości pozycji na określonym walorze poprzez uwzględnienie miary zmienności (owe N) (s. 98–99).

Nie ma tutaj miejsca na to, aby omawiać wszelkie miary, wskaźniki i podejścia, jakie rozlicznie i interesująco prezentuje w omawianej książce Faith. Warto, aby czytający te słowa po prostu po nią sięgnęli. W ramach puenty, a także zachęty do dalszych poszukiwań, stworzyłem coś na kształt listy topowych zagadnień, jakie w szczególności zainteresowały mnie w książce Droga Żółwia (o wszelkich wskaźnikach i miarach na wskroś technicznych będę pisał kiedy indziej – o niektórych z nich ciekawie pisze Faith).

1. Stan rynku – zawsze zwróć uwagę na to, z jakiego typu rynkiem (walorem – jego zachowaniem) masz do czynienia – czy ma on charakter rynku stabilnego i spokojnego, a więc ceny kształtują się w ramach względnie niewielkiego przedziału i wykazują niewielkie wzrosty powyżej i niewielkie spadki poniżej niego; a może ma charakter stabilny i zmienny, czyli mamy do czynienia z dużymi zmianami dziennymi lub tygodniowymi, ale bez większych zmian na przestrzeni miesięcy; może też być to rynek ruchomy i spokojny, a więc taki, w którym są powolne ruchy cen na przestrzeni miesięcy, jednak bez znacznych zwrotów w przeciwnym kierunku; wreszcie rynek ruchomy i zmienny, czyli duże zmiany cen, którym towarzyszą od czasu do czasu krótkotrwałe odwrócenia kierunku. W tym układzie traderzy chcący grać z trendem (podążający za nim) preferują rynki ruchome i spokojne. Traderzy inwestujący wbrew trendowi wolą rynki stabilne i zmienne. Z kolei rynki zmienne, zarówno ruchome, jak i stabilne, to ulubione środowisko dla spekulacji krótkoterminowych. Warto pamiętać słowa Faitha: „Żółw nigdy nie próbuje przewidzieć kierunku rynku. Zamiast tego stara się ustalić stan, w jakim znajduje się rynek. To ważne spostrzeżenie – dobry trader nie stara się przewidzieć, co się stanie na rynku, ale szuka oznak pokazujących, co się na nim dzieje”. I próbuje tę wiedzę wykorzystać w swoim inwestowaniu – w określonym zajmowaniu i zarządzaniu pozycją.

2. Miara zmienności – średni prawdziwy zakres zmian (ATR – ang. Average True Range); narzędzie pozwalające z jednej strony szacować wielkość zajmowanej pozycji, z drugiej zaś ustalać poziomy bezpieczeństwa – ang. Stop loss (cięcie strat) – dla posiadanych walorów, które znajdują się w określonym trendzie. Warto jednak pamiętać, aby otwierać własne pozycje proporcjonalnie niewielkimi kwotami w stosunku do posiadanego portfela. Do tego każdorazowo ustalać wielkość pozycji dla danego rynku oraz dla danego typu walorów (akcji z danego sektora, branży).

3. Korzystanie z metod przełamywania linii trendu lub z tzw. kanałów Donchiana (nie ma tutaj przestrzeni, by omawiać wszystkie terminy, będą one wyjaśniane w kolejnych postach poświęconych analizie technicznej). Zasada: kupuj wtedy, gdy rynek przełamuje dotychczasowe maksima cenowe z wybranego okresu. Żółwie stosowały dwa systemy. Dla średniego terminu – system nr 1 – 20 dni (4 tygodnie), dla długiego terminu – system nr 2 – 60 dni (12 tygodni). W tym ujęciu w zestawieniach zawsze bierze się pod uwagę wartości szczytów oraz dołków na koniec dnia (a więc ceny zamknięcia).

4. Zamykaj pozycję, jeśli zostanie naruszona linia obrony – poziom oddalony o maksymalnie 2ATR (kwotowa wartość ATR dla danego waloru) od poziomu otwarcia pozycji.

5. Przy analizowaniu sytuacji każdego waloru wyznacz tzw. wskaźniki przewagi, tworząc używany w firmie Trading Blox Faitha wskaźnik E (E-ratio):

• oblicz MAE (ang. Maximum Adverse Excursion) – największą niekorzystną zmianę ceny – w danym okresie (4, 10 lub 12 tygodni);• oblicz MFE (ang. Maximum Favourable Excursion) – największą korzystną zmianę ceny – w danym okresie (4, 10 lub 12 tygodni); 

• każdą z otrzymanych wartości podziel przez wartość ATR danego waloru w chwili wejścia na rynek (zajęcia pozycji), co pozwala skorygować je ze względu na zmienności i znormalizować wyniki dla różnych walorów (również rynków);

• oblicz osobno sumy wszystkich skorygowanych ze względu na zmienność MFE i MAE, a potem podziel każdą z tych sum przez łączną liczbę sygnałów w celu otrzymania wartości średnich;

• wskaźnik E oblicz dzieląc średnie skorygowane ze względu na zmienność wartości MFE przez średnie skorygowane ze względu na zmienność wartości MAE;

• otrzymany wynik pokazuje przewagi określonego waloru (rynku).

W tym kontekście warto stosować system Donchiana, który zakłada, że akcje należy kupować wtedy, kiedy następuje przebicie maksimów ostatnich 20 dni, sprzedawać zaś wówczas, gdy kurs jest poniżej minimów z ostatnich 20 dni. Z kolei zasada tzw. filtru trendu polega na tym, iż otwieramy długie pozycje tylko tam, gdzie 50-dniowa średnia krocząca jest wyższa od 300-dniowej średniej kroczącej. Krótkie pozycje zajmujemy w odwrotnym układzie.

Kończąc, zaprezentowana powyżej opinia na temat książki Faitha Droga Żółwia sprawia, że jesteśmy bardzo blisko tematu, który już wcześniej został obiecany, a więc do analizy technicznej. W kolejnych wpisach właśnie temu podejściu do analizowania rynków kapitałowych poświęcę trochę miejsca. Później będzie coś także dla „fundamentalistów”, czyli tzw. zwolenników analizy fundamentalnej. Na koniec dokonam triangulacji oraz może opiszę co nieco fragmenty własnego systemu. Warto więc odwiedzać blog Emocje pod krawatem.