Kto nas kręci, kto nas prześwieca?

Watching

 

Prywatność w Internecie? Bezpieczeństwo danych? Inwigilacja? Niemal każdego dnia stykamy się z dylematami związanymi z naszą aktywnością w sieci. I słusznie! Potencjał, jaki posiadają mniej lub bardziej potrzebne przybytki technologiczne, przyprawia o zawrót głowy. Pośród tego zamętu warto jednak zachować zdrowy rozsądek.

NSA Today, czyli jak to się robi w Ameryce

Przysłuchując się doniesieniom z "krainy swobód i wolności obywatelskich", ciężko nie wyczuć hipokryzji. Zdemaskowane przez Edwarda Snowdena prawdziwe oblicze działań podejmowanych w ramach programu PRISM powinno pozbawić wszelkich złudzeń w kwestii anonimowości sieci. Monitorowanie poczty e-mail, śledzenie aktywności na kontach społecznościowych, a nawet podsłuchiwanie rozmów VoIP to  jak się okazało powszechna praktyka NSA. Wersja oficjalna mówi, że to wszystko oczywiście dla naszego dobra i bezpieczeństwa na świecie.

Najbardziej przygnębiający jest fakt, że wszystkie czołowe firmy IT, z których usług korzysta niemal każdy internauta, mniej lub bardziej chętnie udostępniają amerykańskiej agencji odpowiednie mechanizmy pozwalające na monitoring. Po wyjściu całej sprawy na jaw większość z tych firm stara się zmyć plamę na honorze i jawnie deklaruje swój sprzeciw wobec inwigilacji Internetu. Czasami idą za tym nawet realne działania, a nie tylko ocieplające wizerunek komunikaty. Dla przykładu: Microsoft dla zwiększenia poczucia bezpieczeństwa zadeklarował możliwość przeniesienia danych na serwery poza USA. Kolejną ciekawą inicjatywą jest Reset The Net. Czołowi gracze branży IT – wspólnymi siłami – chcą zachęcić do korzystania z oprogramowania nieprzyjaznego dla NSA. Akcja skierowana jest do deweloperów oraz internautów, a w jej ramach został nawet udostępniony pakiet programów, których używanie jest bezpieczne.

Bezpowrotnie utracona prywatność

Ostatnio wpadły mi w ręce dwie bardzo interesujące książki cenionego polskiego blogera Tomasza Tomczyka – "Kominka". W toku bardzo interesującego wywodu na temat blogowania moją uwagę przykuła teza, że obecnie nie istnieje już coś takiego jak prywatność. Internauci wyzbywają się jej na własne życzenieDoprowadził do tego niewątpliwie rozwój Internetu – spójrzmy na pierwszego lepszego facebookowego walla i ogrom coraz bardziej trywialnych wydarzeń, jakimi użytkownicy dzielą się ze swoimi znajomymi. Ośmielę się więc pójść krok dalej od Kominka i stwierdzę, że internauci, wykazując swobodne podejście do prywatności, dają niejako przyzwolenie na coraz większą śmiałość w pozyskiwaniu i gromadzeniu poufnych danych przez gigantów, takich jak Facebook czy Google. Wspomniane firmy, dzięki odpowiednim zabezpieczeniom swoich interesów od strony prawnej, narzucają użytkownikom  uzależniając od tego możliwość korzystania z darmowych usług – konieczność akceptacji regulaminów, których enigmatyczne zapisy w rzeczywistości dają bardzo dużą dowolność w korzystaniu z prywatnych materiałów, głównie w celach marketingowych, lecz nie tylko. W zależności od usługi często okazuje się, że nasze dane nie są już tylko nasze. Należy jednak rozgraniczyć realizację ambicji biznesowych i działania mające na celu dopasowanie reklam – Google i Facebook z tego żyją – od fizycznej ingerencji w prywatność. Problemem  lub brakiem problemu, w zależności od przyjętego poglądu – jest kwestia zdefiniowania czy raczej zredefiniowania pojęcia "prywatność". Poniższy cytat pokazuje, jak bardzo ewaluowała prywatność:

 

„Niechętnie wracam do prawdziwego świata. Przyzwyczaiłem się do Mariny, nie tylko do ludzi, nie tylko do miejsca, nie tylko do pomagającej oswoić mi moje własne demony atmosfery chwil ostatecznych. Także, a być może przede wszystkim, do prostoty minionej ery. Do czasów kiedy spacer do lasu oznaczał chwile ciszy i samotności, a nie robienie zdjęć rudej wiewiórce po to, żeby w tej samej chwili mogli zwierzątko obejrzeć wszyscy bliżsi i dalsi znajomi. I żebyśmy resztę spaceru spędzili, czytając, co sądzą o naszej wiewiórce. I co sądzą o sądzeniu tych, którzy sądzili przed nimi.

Chłopaki, nawet jeśli umieli, czasami zaskakująco sprawnie, używać wszystkich zdobyczy naszej nonsensownej cywilizacji, to w większości zostali ukształtowani w czasach budek telefonicznych, czyli w czasach, kiedy technika ułatwiała, a nie utrudniała życie. Używali telefonów po to, żeby umówić się na spacer do lasu, a nie po to, żeby się umówić, wyznaczyć trasę, sprawdzić pogodę, sfotografować każdy krzak, zmierzyć przemierzony dystans i porównać, czy w stosunku do poprzedniej wycieczki nasze tempo wzrosło, czy spadło i czy w związku z tym ktoś powie, że jest moc, nieźle pojechałeś, stary".

Zygmunt Miłoszewski, Umrzeć przed śmiercią.

 

Powyższy fragment skłania do refleksji. Autor pokazuje, jak bardzo codzienne czynności zmieniają się pod wpływem rozwoju nowych technologii. Dotyczą one prywatności, prawda? Ale co w sytuacji, kiedy przekraczamy granice prywatności i zaczynamy wkraczać w intymność? Jak się okazuje, nie mają z tym problemu deweloperzy aplikacji Sex with Glass, której obecna nazwa – w związku z kontrowersyjnością projektu – została zmieniona na Glance. Docelowo aplikacja ma być dostępna na Google Glass (obecnie tylko na iPhona), a służyć ma uatrakcyjnieniu stosunków seksualnych za pomocą projekcji na szkłach okularów obrazu, który widzi parter (w czasie rzeczywistym, jak zapewniają twórcy aplikacji: w sposób wyjątkowy i niespotykany). Czy to dzieje się naprawdę?

Sky is the limit

Idea chmury jest wspaniała i wygodna. Wiele urządzeń i aktualne wersje plików synchronizowane w czasie rzeczywistym lub na żądanie użytkownika, dzięki przechowywaniu ich na zdalnym serwerze. Dla przeciętnego Kowalskiego, który korzysta z chmury dla własnych potrzeb, w większości wystarczające są możliwości oferowane przez darmowe warianty takich rozwiązań (np. Dropbox, OneDrive czy Google Drive). Zamieszanie z NSA nie sprzyja natomiast rozwojowi Cloud Computing w sektorze profesjonalnym. Wiele firm ze względów bezpieczeństwa w ogóle porzuciło ideę przechowywania plików w chmurze. Z drugiej zaś strony, jak donoszą w audycji This week in enterprise tech eksperci IT specjalizujący się w rozwiązaniach dedykowanych przedsiębiorstwom, coraz więcej firm będzie skłaniało się ku budowie własnych chmur, zamiast obecnie powszechnego outsourcingu (wykupywania usług u zewnętrznych providerów). Bilans zysków  w tym przede wszystkim zwiększenie poziomu bezpieczeństwa  zrównoważy bowiem nakłady finansowe potrzebne na stworzenie takiej chmury, której wdrożenie nie musi być bardzo drogie w przypadku średnich firm.

W budowaniu takich zamkniętych chmur może pomóc ciekawa inicjatywa, jaką jest projekt OwnCloud. W wywiadzie z jego twórcą słyszymy, że internet nie powstał po to, aby dane były trzymane tylko na kilku największych serwerach świata. OwnCloud pozwala na zbudowanie profesjonalnej chmury z wykorzystaniem własnej infrastruktury.

W przypadku zastosowań profesjonalnych jest to bardzo dobra propozycja do rozważenia, gdyż dodatkowo mamy zawsze fizyczny dostęp do serwera z danymi. W przypadku przeciętnego użytkownika Internetu trudno natomiast nie zgodzić się ze zdaniem, na które natknąłem się kiedyś podczas przeglądania komentarzy pod newsem związanym z chmurą: „Czuję się bezpieczny, bo dopóki nie trzymam w chmurze schematu stworzenia bomby atomowej, to nie przechowuję tam nic interesującego dla NSA i tym podobnych instytucji”. Myślę, że jest to bardzo sensowne i zdroworozsądkowe podejście do sprawy. Technologia jest dla ludzi, ale jednocześnie tylko od nas zależy, w jakim celu oraz w jak szerokim zakresie będziemy jej używać. Zmieniające się podejście do prywatności i idący za tym trend "przyzwolenia" sprawia, że najczęściej na własne życzenie dajemy dostęp do coraz większej ilości niegdyś poufnych danych, a w efekcie pozwalamy instytucjom gromadzić je i przetwarzać w różnych  niekoniecznie szczytnych – celach. 

O autorze 

balcerzakAdam Balcerzak  specjalista w zakresie IT, webmaster, technik w Laboratorium Badań Medioznawczych Uniwersytetu Warszawskiego, właściciel agencji interaktywnej, ale przede wszystkim entuzjasta technologii informacyjnych. Z zainteresowaniem śledzi rynek i rozwój nowych technologii, a także sposób ich wykorzystania w życiu codziennym mediów, firm i zwykłych ludzi.